a
a

Energia lokalna szansą na regeneracje miast

Regeneracja miast to sposób kompleksowej odpowiedzi na wyzwania kilku najbliższych dekad. Wychodzący poza imperatyw rozwoju lokalnego, który nie liczy jego kosztów społecznych i środowiskowych, długów zaciąganych wobec przyszłych pokoleń, ignorowania spójności terytorialnej. To obietnica poszukiwania równowagi między potrzebami społeczności, a wymogami reprodukcji środowiska przyrodniczego. To wreszcie projekt korekty współczesnej fazy kapitalizmu, który funkcjonuje w sposób akceptowalny tylko wtedy, gdy podlega kontroli i ograniczeniom ze strony instytucji politycznych różnego szczebla.

Regeneracja i kapitalizm

Miasto nowoczesne, które powstało – jak pokazał Miguel Castells w „Kwestii miejskiej” – także jako produkt kapitalistycznego XXX ulegało ewolucji wraz z tym, jak władze krajowe i lokalne tworzyły ramy ograniczające XXX. Dzisiejsze problemy są w znacznej mierze skutkiem działania wielkiej maszynerii optymalizacji finansowej, rosnących apetytów na zyski z komercjalizacji kolejnych obszarów życia, a dopiero na końcu z coraz częściej podsuwanego nam głównego oskarżonego – jakim jest skala konsumpcji. Warto zatem uchwycić rdzeń zmian, które muszą dokonać się w mieście i które polegają na trudnej do wykonania korekcie.

W XIX wieku kapitalizm wymagał korekty na poziomie praw pracowniczych i szerzej postrzeganej problematyki społecznej, obejmującej kwestie zabezpieczenia emerytalnego, zasiłków zdrowotnych czy elementarnych warunków mieszkalnictwa. Po drugiej wojnie światowej jasne stało się, że dalszy rozwój wymaga kolejnej korekty, którą zachodnia część kontynentu poznała jako państwo dobrobytu. Wschodnia zaś stała się obszarem eksperymentu polegającego na zanegowaniu jakichkolwiek pozytywnych aspektów gospodarki kapitalistycznej. Po czym wróciła do niej – zapominając o konieczności poddania jej uważnej kontroli.

Regeneracja miast implikuje powrót do logiki narzucania kapitalizmowi ograniczeń, nie tylko w zakresie nierówności społecznych, ale także jego relacji ze środowiskiem naturalnym, ograniczania destrukcyjnej roli technologii informatycznych czy sposobów wykorzystania energii. Tak jak w warunkach powojennych regeneracja miast oznaczała budowę dostępnych dla szerokiego grona osiedli mieszkaniowych, wyposażonych w żłobki, przedszkola i tereny zielone, nowoczesnej służby zdrowia, szkolnictwa zawodowego, zadbania o instytucje czasu wolnego – sportowe, kulturalne, rekreacyjne. Regeneracja współczesna to przede wszystkim zmiana sposobu pozyskiwania i wykorzystania energii, poszukiwanie innych sposobów zaopatrywania się w żywność, organizowania transportu miejskiego i podróżowania. To zmiana, która będzie miała konsekwencje w sposobach organizowania przestrzeni miejskiej, także w wymiarze szerszych układów aglomeracyjnych.

Istota problemu

Regeneracja jest pojęciem łatwo zrozumiałym poprzez swoją analogię do procesów dotyczących ludzkiego organizmu. Jest jednak znacznie bardziej skomplikowana strukturalnie i organizacyjnie. Wymaga bowiem łączenia różnych perspektyw naukowych i rozdzielonych przez dekady obszarów działań władz publicznych. Rozdzielonych zarówno horyzontalnie jak i wertykalnie. Świetnie pokazują to problemy z ustaleniem obowiązujących sąsiednie gminy wielkich miast standardów walki ze smogiem. Widać to także w konflikcie między presją na ograniczanie zanieczyszczeń powodowanych przez ruch samochodów i jednoczesnym tworzeniu – przez tę samą miejską administrację lokalną – rozwiązań generujących większy napływ pojazdów do centrów miast. Tak dzieje się, gdy poszczególne części magistratu kierują się odmienną logiką i rozliczane są przy pomocy wzajemnie znoszących się wskaźników. Podobne napięcia tworzą nowe reguły planowania cyrkulacji wody i praktyki betonowania placów, obszarów między budynkami, obszarów węzłów komunikacyjnych itp.

W obrębie struktur administracyjnych państwa powstają zielone enklawy – rozumiejące zarówno wyzwania klimatyczne jak i regeneracyjną naturę nowej polityki miejskiej. Ale są one w wielu wypadkach wyspami na morzu inercyjnie funkcjonujących struktur reprodukujących stare wzory, często rodem z epoki industrializacji i forsownej urbanizacji albo neoliberalnie rozumianej efektywności polityki komunalnej. Na razie cieszymy się enklawami, widząc w nich zwiastun zmian, ale nie martwimy się ich niekompatybilnością z ogromnymi obszarami funkcjonowania państwa.

Od zielonych enklaw do zielonej większości

Najtrudniejszym procesem politycznym, który powinien towarzyszyć uruchomieniu logiki regeneracji w działaniach władz miejskich jest przejście od stanu, w którym miasta godzą się na mniej lub bardziej znaczące korekty, do takiego, w którym logika regeneracyjna stanie się formułą przenikającą i integrującą wszystkie polityki miejskie. To trudne, szczególnie w warunkach, gdy nawyki, sposoby mierzenia efektywności działań, regulacje prawne – działają jeszcze według dawnych paradygmatów rozwojowych.

Stawianie czoła wyzwaniom klimatycznym o własnych siłach wymaga wytworzenia w mieście zielonej większości. I to nie tradycyjnie rozumianej większości w radzie, bo taka może chwiać się w zależności od rozważanego problemu, ale większości społecznej. Takiej, która wyrazi się w gotowości współdziałania z władzami miasta, ale także w umiejętności samoorganizacji i pilnowania sensu zmian, by nie przekształciły się w kuszący „greenwashing”.

Problem w tym, że tak rozumiana zielona większość jest krucha. W sytuacji, która dla części mieszkańców jest trudna ekonomicznie, wymaga zmiany nawyków lub stosowania nieprzekonujących rozwiązań – łatwo ulega dekompozycji. Jej konstruowanie powinno być zatem zadaniem o charakterze ciągłym, wykonywanym z profesjonalnym podejściem do detali, a zarazem ze społecznikowskim autentyzmem ogarniającym całość problemu.

Miasta z trudem przechodzą od menedżersko-urzędniczego trybu odgórnego do form polegających na animacji, współdziałaniu, przystosowywaniu się do oczekiwań społecznych partnerów. Dobrym testem było współdziałanie w czasie kryzysu migracyjnego w lutym i marcu 2022 roku. Część struktur nie miała problemu z udziałem w pospolitym ruszeniu, dla części wymagało to przełamania rutyny i zmiany całej kultury funkcjonowania.

Paradoksalnie rdzeniem tych przemian będzie nadanie władzom i urzędom miast bardziej samorządowego charakteru. Od uznania, że mieszkańcy nie są wyłącznie klientami w urzędzie poprzez dostrzeżenie potencjału ich wiedzy i  kompetencji w rozwiązywaniu problemów miejskich, a skończywszy na pogodzeniu się z faktem, że konflikt polityczny jest niezbędną cechą demokracji, a nie jakimś nieznośnym jej wypaczeniem. Po dwudziestu latach budowania samorządu wokół silnego jednoosobowego i menedżersko traktowanego przywództwa, trzeba będzie sporo zmienić, by prezydent czy burmistrz działał jako pierwszy wśród równych.

Trzy poziomy samorządności

 Jednak realia polskiego samorządu wymagają także tego by dostrzec zasadniczą różnicę w zasobach pozwalających na uruchomienie programów zielonej korekty polityk miejskich – polegających na energetycznej czy bioorganicznej regeneracji. Ze względu na realia finansowania jednostek samorządu terytorialnego, potencjał intelektualny miasta, a także ich polityczną zdolność do wykonania korekty możemy wyodrębnić trzy poziomy samorządności.

Pierwszy poziom stanowią te miasta, które stać na samodzielne polityki w wielu obszarach. Już dziś widzimy w nich inne podejście do kształtowania zieleni miejskiej, standardów urbanistycznych i planistycznych, czy szerzej – otwartość na innowacje. Ich wielomiliardowe budżety zostały wprawdzie nadwyrężone zarówno niestabilną polityką fiskalną władz, jak i skokowym wzrostem cen energii, ale nadal są one w stanie planować przedsięwzięcia wykonywane o własnych siłach, być partnerami dla biznesu, poszukiwać zasobów poza tradycyjnymi ścieżkami administracyjnymi.

Trzeci poziom to gminy, które nie posiadają żadnych istotnych zasobów, w których procesy regeneracyjne można finansować tylko środkami zewnętrznymi. Te gminy od lat oglądają się na wsparcie z centrum, ich władze łatwo wchodzą w zależności klientelistyczne – wobec rządzącej krajem większości lub w stosunku do władz regionalnych. Procesy demograficzne – depopulacja i starzenie się ludności – odbierają im perspektywę jakiejkolwiek samodzielności.

Drugi poziom jest zatem – jak łatwo się domyślić – rozstrzygający. To gminy, które sporą część agendy są w stanie realizować korzystając z własnych zasobów i w świecie zorganizowanej i transparentnej akcji wsparcia finansowego ze środków unijnych lub krajowych, efektywnie wzmacniać swój potencjał regeneracyjny. Jednak ich możliwości mogą zostać łatwo zredukowane, zwłaszcza wtedy, gdy rządzący widzą w tym doraźny interes polityczny. Ta grupa, która dziś liczy pewnie ponad sto ośrodków, może łatwo skurczyć się do skali bliskiej 20-30 miastom, nie obejmując nawet wszystkich miast na prawach powiatu.

Drugi poziom – miast, które nie podejmą działań bez wsparcia z zewnątrz – obejmuje dziś coraz częściej także miasta z budżetami o skali około miliarda złotych, a w niekorzystnych warunkach dotrze nawet wyżej w tej miejskiej hierarchii, do dwudziestki największych i najbardziej zamożnych. Istotą problemu jest zatem nie tylko polityczna wola i skłonność samorządów do zmian, ale także ich zdolność do ich wprowadzania. Bez jakichkolwiek zmian ustrojowych, możemy się bowiem znaleźć niedługo w sytuacji, w której zdolność taką zachowa kilkanaście największych jednostek. Dla pozostałych samorząd będzie już tylko formą wykonywania polityki rządu pod kontrolą demokratycznie wybranych władz lokalnych. Bez pola manewru i zdolności mobilizowania miejscowych zasobów.

Szansa na regenerację miast – choć jest dziś kluczową perspektywą cywilizacyjną – może zostać zaprzepaszczona przez słabo dostrzegalny proces osłabiania samorządu miejskiego, amortyzowania wstrząsów ekonomicznych i społecznych metodami politycznego centralizmu. Regeneracja wymaga bowiem uruchomienia energii lokalnej, w sposób mobilizujący nie tylko urzędników i miejskie spółki, ale także mieszkańców, pracodawców, oddolne działania pracowników sektora publicznego. Z poziomu rządu taką energię można jedynie stłumić.

Autor: prof. UEK dr hab. Rafał Matyja – Uniwersytet Ekonomiczny, Koordynator OEES CityLab
—–
30-31 maja 2023 w EC1 Łódź (oraz online) odbędzie się trzecia edycja Międzynarodowego Kongresu Regeneracja Miast, tym razem poświęconego tematyce energetyki . Zaproszeni eksperci rozmawiać będą na temat stanu, perspektyw i wyzwań polskiej energetyki, w tym: technologii, energetyki prosumenckiej, elektromobilności w transporcie indywidualnym i publicznym, infrastruktury komunalnej, polityki przestrzennej i regionalnej, budownictwa i działalności deweloperskiej, miast 15-minutowych, ubóstwa energetycznego czy zdrowia mieszkańców.

Program i bezpłatna rejestracja: www.regeneracjamiast.pl

Interesujesz się zrównoważonym rozwojem miast? Chcesz być na bieżąco z najnowszymi badaniami naukowymi dotyczącymi tematów miejskich? Dołącz do profilu CityLab na Twitterze! CityLab to platforma działająca w ramach think tanku OEES HUB, która ma na celu połączenie działań badawczych, analitycznych i wdrożeniowych, aby pomóc miastom na całym świecie w sprostaniu coraz większym globalnym zagrożeniom.

Więcej informacji: www.twitter.com/OEES_CityLab

Skip to content